Wielokrotnie słyszałem taką jakąś dziwną reklamę, że jak konar nie płonie, to można kupić coś w aptece, żeby go podpalić...

Nie wiem, co na to Straż Pożarna, ale ja jestem oburzony! Jeśli taki konar zapłonie w lesie... to pożar gwarantowany!

Dlatego postanowiłem napisać instrukcję gaszenia płonącego konaru w formie bajki z morałem.

Pewnego razu pewien Konar leżał sobie spokojnie i odpoczywał na słonku. I nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że jego spokój wkrótce zostanie zmącony niecną propagandą.

Usłyszał reklamę, że może płonąć i to coś fajnego, bo taka kobieta, to zrobiła nawet: Wow!

Szybko pobiegł do apteki i kupił specyfik! Choć nie miał zielonego pojęcia, po co mu to.

I stało się...

Konar stanął w lesie i zaczął płonąć!

Z początku było to bardzo przyjemne uczucie, ale on płonął coraz bardziej... i bardziej...

W końcu zapłoną tak wielkim ogniem, że zaczęło to zagrażać innym drzewom i lesie.

Konar stał jak słup na środku polany i płonął, nie mogąc nic na to poradzić.

Zaczął jęczeć, bo choć było to przyjemne, to trwało zbyt długo.

Na jego szczęście nieopodal przechadzała się Księżniczka z jej mokrą różyczką. Rozmawiały sobie, a Księżniczka głaskała różyczkę, bo różyczki lubią być głaskane... stają się wtedy bardziej mokre i czerwone.

Usłyszała błagalne jęki Konara i postanowiła sprawdzić, co się dzieje na polanie.

Gdy wyszła z gąszczu lasku, ujrzała stojący Konar, który płonął i od razu zauważyła, że to zagraża innym drzewom w lesie!

Księżniczka schowała różyczkę i postanowiła ugasić pożar Konara.

Podeszła i objęła rączkami Konar, bo chciała strzepać płonącą warstwę kory, ale to nic nie dało... kora lekko zsunęła się z Kanara, ale płonął dalej...

Pomyślała więc, że użyje śliny... powoli zaczęła zwilżać swoim języczkiem obnażoną część Konara i masowała korę, ale to też nic nie dawało...

Przypomniała sobie, że przecież ma swoją przyjaciółkę... mokrą różyczkę...

Gdy Księżniczka wyjęła różyczkę, to ta na widok płonącego i stojącego na środku polanki Konara, zrobiła się jeszcze bardziej mokra...

Księżniczka przyłożyła różyczkę do Konara...

Konar wszedł między płatki mokrej różyczki i zaczęły się dziać cuda...

Płonący Konar wchodził w różyczkę i znów... i znów...

Konar poczuł się bardzo dobrze w płatkach różyczki i powoli dochodził do siebie...
Różyczka tak się poświęciła, że zaczęła schnąć...

Mogłoby dojść do tragedii, ale Konar sprężył się i...

Trysnął na różyczkę swoimi sokami...

Przecież nie mógł pozwolić zginąć swojej wybawicielce!

Soki Konara zrosiły płatki różyczki, a przy okazji troszkę Księżniczkę, ale Księżniczka się nie gniewała...

W końcu razem z różyczką uratowały las i pomogły Konarowi.

Księżniczka przytuliła jeszcze Konara... otarła o niego różyczkę i wszystko skończyło się szczęśliwie.

Konar już nie nie płonął, różyczka już nie taka mokra, ale nie ma się dobrze i las uratowany.

Księżniczka była bardzo podekscytowana swoim dziełem i postanowiła, że jeszcze jutro przyjdą z różyczką sprawdzić, czy przypadkiem nie trzeba czegoś dogasić!

 

Morał: jeśli chcesz zawierzyć tej reklamie, to pamiętaj, że mała Księżniczka z mokra różyczka może zdziałać dużo więcej niż mgr farmacji, ale nie jest załącznikiem do reklamowanego produktu.

Back to Top