Ludzkość obchodzi wiele (nawet międzynarodowych) „dni dziecka”. Jest nawet „Dzień Dziecka Utraconego”. A co z „dziećmi niebozimi”... co z Wyklętymi!

Czas zatem to naprawić! Wprawdzie znam tylko jednego wyklętego, ale... choć to zdecydowana „mniejszość” na tym Świecie, to rzekomo panujące równouprawnienie daje mi takie prawo.

Niniejszym ogłaszam dzień 26 lipca: Wszechświatowym Dniem Dzieci Wyklętych!

To taki mój prezent dla mnie na urodziny

Sparafrazowałem sobie nawet Międzynarodówkę, na Wszechświatówkę, jako hymn i myśl przewodnią:

Wyklęty powstań "prochu zumi",
Powstańcie, których męczy bój!
Dziś bowiem nowy dzień nastaje,
bo niszczyć będziem życia znój.
Przyszłości wrota się otwarły,
Przed nami już Babilond drży!
Przestaniem niszczyć Bryłę Świata,
Dziś „ego”..., Jutro wszystkim MY!

"Bój" to może być ostatni,
Krwawy skończy się czas,
Gdy związek Nasz... Bratni...
Skuma wreszcie: Kto Jest w Nas!

 

A jeśli jeszcze nie jesteś „wyklęty”, to na moim przykładzie krótko napiszę Ci, jak możesz dołączyć do ludzi obchodzących święto 26 lipca!

 

Jak łatwo zostałem wyklętym z religii.

Do jedynie słusznej religii zapisali mnie rodzice... ich zapisali ich rodzice... i tak wcześniej!

Byłem pilnym uczniem, bo mam nawet maturę z religii. A zdawałem w świątyni, w której zbierali się ludzie, którzy „obalili” poprzedni system polityczny i gospodarczy!

W poprzednim systemie ludzie praktycznie nie śmieli okradać świątyń, ale system się zmienił! Wcześniej niby wszystko było wspólne, ale po zmianie okazało się, że jednak nie! Wszystko wzięli ludzie, którzy „obalali”... więc inni zapragnęli wysoko przetworzonej materii zgromadzonej w świątyniach.

Kapłani nie chcieli się podzielić, więc zaczęli zamykać przybytki religijne na noc, co w owym czasie oznaczało to dla mnie konieczność modlenia się poza świątyniami.

Pewnej wiosny przyszedł do mojego domu kapłan, bo jak co roku zbierał jeszcze więcej materii na „chwałę pana”. Byłem akurat w domu, więc spytał:

- A na nabożeństwa chodzisz „synu”!

Opowiedziałem mu więc jak na wstępie.

- Widzisz „synu”... ludzie są straszni... okradają świątynie! - odparł z zatroskaniem o zgromadzoną przez wieki materię.

Sparafrazowałem mu zatem znane mi słowa z Bublii:

- A na religii uczony byłem, że „biada temu, z kogo zgorszenie pochodzi”!

Tu skończyła się jego „miłość”... zerwał się z krzesła z okrzykiem „Szatan”! Błyskawicznie wyjął kropidło z „wodą święconą”... oblał mnie... dom... glebę, po której stąpałem! Jeszcze biegnąc do swojego nowiutkiego pojazdu wyklinał mnie wniebogłosy!

Niestety... albo wodę kiepsko przygotował, albo coś innego mu nie wyszło, bo nie spłonąłem! Tylko trochę trawę podlał i zapisał mnie do jakiejś „czarnej księgi” w świątyni. Jednak chyba tego nie przeczytał dokładnie, bo jakieś 2 lata później udzielił sakramentu małżeństwa mojemu koledze, a ja byłem świadkiem! Oczywiście rozpoznał mnie i nawet moje imię pamiętał...

Cóż... „miłość do materii” jest wielka

 

 Jak łatwo zostałem wyklętym z rodziny.

 

Przez całe lata zajmowałem się prawie samodzielnie (najwięcej pomagał mi ojciec) remontowaniem starego domu i budynków gospodarczych. Starszy o rok brat praktycznie nie mieszkał w nim od 15 rż, a młodsza o 3 lata siostra ma 2 lewe ręce do techniki i też mało mieszkała w Boziczewie. Ojciec chciał wyprowadzić się do miasta, a matka tylko sadziła wokół domu kwiatki.

Ciągle wszyscy powtarzali: "rób... robisz to dla siebie, bo to wszystko będzie Twoje". I robiłem, a potem (po śmierci ojca) okazało się, że jednak nie! Kobiety zrobiły sprawę spadkową i tylko 1/8 jest moja. Usłyszałem:

- nikt Cię o to nie prosił, byś remontował, robiłeś to dla siebie!

Faktycznie... nie usłyszałem nigdy „proszę” ani „dziękuję”... Zgodnie z prawem przejęła 25 lat mojej pracy!

Szybko do matki i siostry dołączyła moja żona (już ex), bo chciałem równouprawnienia... „zamiana ról”: ona do pracy, a ja w domu z dziećmi będziemy wydawać zarobione przez nią pieniądze. Chciałem, żeby zrozumiała, że pieniądze, które tak lekko wydawała, to „mój czas”, a nie „tylko pieniądze”!

Teraz 3 kobiety ciągają mnie po sądach, że:

- nie naprawiam ich rzeczy;

- nie koszę ich trawy;

- nie daję wystarczająco pieniędzy;

- muszą prosić obcych ludzi o pomoc i im płacić;

- nie odzywam się do nich, więc muszą pisać e-maile... (super wynalazek, żeby nie słuchać zrzędzenia).

A w sądach rodzinnych też praktycznie same kobiety... więc szykany są nagminne. Nie ważne tam jest „co zrobiłem i co robię”... ważne czego im „nie robię”!

Cóż... „miłość do materii” jest wielka

 

Jednak ja twardo „nic im nie robię”, więc już się chyba powoli „wypalają”... chyba wreszcie do nich dotarło, że jakkolwiek będą się nade mną znęcać, to ja już „nic im nie zrobię”!

 

Chociaż... może kiedyś nauczą się zaklęć choćby typu: proszę, dziękuję;
ale to musiałby być Cud!
W sumie... ponoć „cuda się zdarzają”

 

Jak widzisz nie tak trudno zostać „wyklętym” i mieć dodatkowe święto 26 lipca!

 

Na pierwszą rocznicę Dnia Wyklętego prawdopodobnie zainicjuję powołanie Fundacji Edukacyjnej „Apokalipsa 666”, która będzie pomagać Wszystkim Dzieciom na całym Świecie w „niszczeniu” koszmaru, jaki mają niemalże codziennie: odrabianie lekcji!

 

Mam zatem rok na napisanie oprogramowania, więc od jutra biorę się do pracy! Dziś jeszcze na piwko toast

Pozdrawiam

Wyklęty Antychryst


"Skojarzenia, to przekleństwo, więc możemy dziś dać głowę... Jakiekolwiek podobieństwo... jest zupełnie przypadkowe!"

Fantastyczny cytat z "Polskiego ZOO".

Do góry